Rada Dzielnicy
O Śródmieściu
Statystyki


Wszystkie wizyty: 19433
Dzisiaj: 300

Inne
Marzenia jak ptaki szybują po niebie
30.12.2009

JAN WYDRZYŃSKI: Parę lat temu śpiewali takie słowa piosenki „Znamy się tylko z widzenia” - Trubadurzy.
Po zespole zostały już wspomnienia, a jego solista, Krzysztof Krawczyk, spełnia różne, czasami bardzo ważne role. A to wspólnie z Goranem Bregowiczem nagra kultową płytę, to znów pomoże Edycie Bartosiewicz wrócić na scenę. Tyle, że ja nie o tym. Ja o materializacji marzeń chcę coś napisać. (...)



Aleksander Rybicki – pierwszy dyrektor MBL-u, zapewne miał dużo czasu na marzenia. Podczas 10 lat zsyłki w okolice Workuty w latach 1945 – 55, jako były AK-owiec, nie spodziewał się, że w 2009 roku ruszy budowa miasteczka galicyjskiego w sanockim skansenie. Może wymarzył sobie, że będzie to wcześniej? W każdym razie prace ruszyły dopiero teraz. Dobrze, że teraz, a nie wcale! Chwała wszystkim, którzy to zbudują. Okazało się, że kto inny zrealizuje Jego marzenia. Ale, gdyby nie zamarzył?

Lot i upadek Ikara stanowią szeroko rozpowszechniony symbol ludzkiego dążenia do realizacji własnych celów wbrew naturalnemu porządkowi świata.
Dla przypomnienia, Ikar był synem Dedala- ateńskiego kowala, najwybitniejszego rzemieślnika i wynalazcy z tamtych czasów. Na skonstruowanych i zbudowanych przez siebie skrzydłach chciał uciec z Krety. Słońce rozgrzało zbyt mocno wosk, który spajał pióra, i doszło do katastrofy.
Od tych marzeń się zaczęło, a skończyło na paralotniach, które często widujemy na sanockim i skansenowskim niebie. Choć i paralotniarz zanotował spektakularny upadek, lądując na nadsańskim drzewie.
Dobrze, że nie skończyło się jak u Ikara.

W latach 60-tych ubiegłego wieku na wyjazd do ZSRR wybrali się działacze Polskiego Związku Motorowego z panem Bronisławem Ratajczakiem. Oglądali wyścigi motocyklowe na lodzie. Ów pan Bronisław wykonał kilka zdjęć z tych zawodów. I tak zaczęła się historia Ice Speedwaya w Polsce.

W połowie lat 90-tych, do MOSiR-u dotarł list z wybrzeża. Autor informował o swoich doświadczeniach związanych z wyścigami motocyklowymi. Zapragnął nas wdrożyć do tej dyscypliny sportu. Bardzo widowiskowej, dynamicznej, niebezpiecznej, ale jakże innej od jazdy szybkiej na lodzie.
W MOSiR-ze nigdy nie przelewały się zbędne pieniądze. Byliśmy zakładem budżetowym, który musiał zarobić min. 50 % na własne utrzymanie. Uznałem, że warto się tym tematem zainteresować. Zaprosiliśmy autora listu do Sanoka. I tak poznałem Andrzeja Grodzkiego, Marka Kraskiewicza, Romana Heładze.

Wraz z burmistrzem Edwardem Olejko wybraliśmy się na tor Stegny do W-wy na eliminacje mistrzostw świata. Polskę reprezentowali Rosjanie, bracia Siergiej i Jurij Iwanowowie. Tam, dosłownie otarłem się o Leszka Millera, który jako jeden z vipów oglądał te zawody.
Spędziliśmy z Tomaszem Dańczyszynem sporo czasu na lodzie, w nocy pomiędzy zawodami. Obserwowaliśmy, jak załoga Stegien radzi sobie z dużym, oderwanym kawałem lodu od płyty. Wąchaliśmy spaliny motorów lodowych, rozmawialiśmy z zawodnikami. Rosjanie byli gotowi przyjechać do Sanoka i ścigać się już! Ale nie było na czym. Tor zbyt wąski, brak band ochronnych, budki sędziowskie tuż, tuż. Władze miasta zdecydowały, że dadzą kasę na dokumentację, że wystąpimy do PZMot i PZŁS, o uznanie poszerzenia toru lodowego za priorytetowe zadanie, a sam obiekt za ważny dla polskiego sportu.
Od PZM otrzymaliśmy decyzję bardzo szybko. I tak się zaczęło.

W Sanoku, w środowisku łyżwiarskim zawrzało. „..Burzycie świątynię łyżwiarstwa..” – grzmiał jeden ważny działacz i trener! My uparcie robiliśmy kolejne kroki. Wiedzieliśmy, że mogą być z tego pieniądze, transmisje telewizyjne, a poprzez nie ściągniemy do Sanoka, do naszego hotelu, gości. Że będziemy mogli więcej zarobić. Rada Miasta nie była nigdy zbyt rozrzutna, jak chodziło o MOSiR w tamtych czasach. Miała duże wymagania w stosunku do nas.

Dokumentację wykonał COCH Kraków. Miała jedną wadę. Była zaprogramowana na amoniak. Jego eksploatacja energetycznie jest tańsza dla kosztów mrożenia, ale niebezpieczna dla środowiska i ludzi.
Dobrze się stało, że odstąpiono od tej technologii.
W 2007 roku odbyły się pierwsze wyścigi motocyklowe na lodzie. Załoga się sprawdza w trakcie przygotowań i zawodów. Świątynia łyżwiarstwa wspólnie egzystuje z motorami. W Warszawie była garstka kibiców, nie licząc wojska, które obsługiwało zawody. Stegny dostały spory zastrzyk pieniędzy na modernizację toru i zabezpieczenia.

Z zazdrością wtedy patrzyliśmy, jak na tor wjeżdżają nowiutkie pługi odśnieżne zachodnich marek. U nas robią to ciągniki. Tym odbiegamy na minus od tamtych zawodów.

A wystarczyło wrzucić list z Gdańska do kosza, nie nawiązywać kontaktu. Poddać się gadaniu o świątyni łyżwiarstwa. Sanok ma dzięki temu sukces. Gratuluję tym, którzy w łańcuchu zdarzeń, doprowadzili dzieło do końca. Szczerze gratuluję.

„…Pomarzyć dobra rzecz, marzenia są za darmo, marzyli zawsze kot i pies….” brzmią słowa jednego z dawnych przebojów.

Idzie Nowy, 2010 rok. A więc uwolnijmy wodze fantazji. Wyobraźmy sobie kompleks wodny nad Sanem, stadion sportowy na Wierchach lub Olchowcach, kładkę obok Sosenek, nowy most na Białą Górę, galerie handlowe na byłym lodowisku, parkingi na Okęciu oraz przy Feliksa Gieli, drogę nad torami, drugi pas na Rondzie Beksińskiego, KH w roli Mistrza Polski, równe chodniki, niezapadnięte studzienki w jezdni.

Wszystkim sanoczanom życzę dużo zdrowia, aby nie tracili pracy w Nowym Roku, a tym, którzy jej nie mają, aby ją wreszcie znaleźli.
Wszak marzenia się spełniają, a wiatr wiejący od morza, tym razem niech od Szczecina coś przyniesie!
Z Gdańska Sanokowi już powiało.

Jan Wydrzyński

dodał: admin Komentarzy [2]

Zobacz także
Ankieta
Obecnie nie jest prowadzona żadna ankieta

Polecamy
<IMG SRC="nonflash.gif" width=150 height=60 BORDER=0>

Newsletter

Jeżeli chcecie Państwo otrzymywać informacje z naszego serwisu prosimy poniżej podać adres mailowy.

All copyright 2009 SANOK-SRÓDMIEŚCIE

realizacja : Artur Zimoń